 |
prof. T. Pietrzykowskiego
"Szambala - mit czy rzeczywistość"
Szalenie mi miło spotkać się z Państwem. Muszę powiedzieć, że to
jest bardzo znaczny dzień w moim życiu, to późno nastąpiło, ale
nastąpiło... Kiedy byłem w Polsce, oczywiście wykładałem i tak dalej,
ale nigdy nie wykładałem publicznie, to było zawsze w kontekście
akademickim albo naukowym, nigdy nie mówiłem do publiczności na
otwartym spotkaniu. To jest pierwszy raz, pierwszy raz znaczy w
Polsce i mówię po polsku, zawsze to robiłem po angielsku, tego rodzaju
nauczanie.
Mam nadzieję, że jakoś mój zardzewiały polski się odrdzewi, i będziemy
mogli się dobrze komunikować. To jak mile mnie zapowiedział pan
Paweł, zaraz gdzie jest moja karteczka, co z nia zrobiłem, nie,
ja to znam, ale zawsze to jest dobrze, żeby gdzieś tam było... Jak
powiedział pan Paweł jedną z form legendy Szambali, jest że nauki
Szambali pojawią się, i zostaną udostepnione dla ludzkosci, gdy
wkroczymy w tak zwane wieki ciemności, wieki mroku; Nasuwa sie pytanie:
dlaczego miałyby być tylko przedstawione w takim kontekście, co
jest tak specjalnego o nich, że byly, że były ukryte przez tyle
wieków. Odpowiedz jest zadziwaiajaco prosta: - ich prostota. Prostota
jest najtrudniejszą rzeczą do przełknięcia. Mamy zawsze tendencje
do komplikowania, prostota jest niebezpieczna ponieważ łatwo dodać
coś do prostoty, i wtedy ona przestaje być prostotą.
No to zacznijmy od początku, czyli od tego, co to jest Szambala?
W przeciwieństwie do buddyzmu, który ma niesłychanie dobrze zadokumentowane
swoje początki, nauki i tak dalej - istnieja niezliczone, teksty,
ich ich analizy i komentarze w różnych językach, pisane przez najrozmaitszych
ludzi, tworzone poprzez wieki - na temat Szambali w zasadzie w sensie
historycznym, w sensie naukowym, do ktorego jesteśmy do tego przyzwyczajeni
- nic nie wiadomo. Wiemy że istniał mit Szambali, istniał na wschodzie,
Tybecie, w Mongolii, i zgodnie z tym mitem, było gdzieś kiedyś oświecone
królestwo, których król był istotą oświeconą. Wszyscy obywatele
Szambali byli na drodze do oświecenia, i zgodnie z tą legendą, na
koniec kiedy wszyscy doznali oświecenia, zniknęli z naszego wymiaru
rzeczywistości. I tu się mit urywa ale niezupełnie się urywa, bo
wedlug niego istnieje przysięga króla (sporo tych królów było) Szambali,
że nauki, które były kluczem pozostaną, i gdy odpowiedni czas nadejdzie,
znow się pojawią. No i tak sie stalo: te nauki były przechowywane
poprzez kilka linii mistrzów buddyzmu tybetańskiego jako nauki ukryte.
Nie były one nigdy publicznie nauczane, jest to tak zwana linia
"przekazu szeptanego", byly nauczane przez mistrza tylko
do kilku bardzo bliskich uczniów. Na początku wspomniałem dlaczego,
bo ich zadziwiającą cecha (mam nadzieję że się państwo ze mną zgodzą
za może trzy kwadranse), jest ich prostota. Ta prostota jest ich
potęgą i jednocześnie niebezpieczeństwem - niebezpieczenstwem złego
zrozumienia. No i to tak to było było aż do lat siedemdziesiatych
ubieglego stulecia. Dokładnie biorąc oficjalnie te nauki zostały
oznajmione przez Chogyam Trungpa Rinpocze w 76 roku w formie cyklu
sesji, które prowizorycznie się nazwał Szambala Training. A potem,
ponieważ nic lepszego nie zostało wymyślone, to ta prowizoryczna
nazwa w dalszym ciągu się kontynuuje, chociaż jej nikt nie zabardzo
lubi. Ale nieważne jak to się cos nazywa, ważne co to jest. I co
to jest? Nie będę W tej chwili dużo ot tej formie nie bede mówił,
pod koniec kilka słów. Na dziś nie jest to istotne, chciałbym raczej
mówić o istocie nauk Szamabali. Trening jest przeznaczony, by tą
istotę, konsekwencję nauk zrealizować w życiu. Ważne jest co to
ma być - trening jest tylko treningiem.
Trudno wybrać od czego tu zacząć, bo jest w naukach Szamabali kilka
tematów, które są nierozłączne i nie można ich w zasadzie izolować,
ale tradycyjnie rozpoczyna się od najważniejszej, najbardziej istotnej
cechy tych nauk. Zaczyna sie od niesłychanie rewolucyjnego stwierdzenia,
które jest podane bez żadnych osłonek, bez żadnego fałszywego wstydu,
że my wszyscy posiadamy w sobie - podstawową dobroć. I tu mamy pierwszy
przykład natychmiastowej możliwości nieporozumienia. Zazwyczaj rozumiemy
dobroć w sensie etycznym, gdzie etyka zajmuje się kwestią: dobro
w przeciwieństwie do zła.
Etyka definiuje co jest dobre a co złe, są tego różne konsekwencje,
teorie i tak dalej. A w naukach Szamabali nie o to chodzi. Chodzi
o to że nasze pojęcie dobra jest pojęciem dwustronnym, dobro-zło,
zło-dobro. Kwintesencją nauk Szambali - nie tylko o dobrze, ale
o innych rzeczach, o których będziemy mówili - jest odrzucenie dualizmu.
Dobro podstawowe nie jest w przeciwienstwie czegokolwiek. Co znaczy
podstawowe? Podstawowe oznacza, że to musi być coś takiego, co każdy
z nas musi być w stanie rozpoznać, inaczej nie byłoby takie podstawowe.
Na czym polega ta esencja tego dobra podstawowego? Do tego momentu
wahałem jaka tu uznać analogię i do tej pory jeszcze się nie zdecydowałem
ale w tej chwili się muszę już zdecydować. I chyba powiem: podstawowe
jest, że żyjemy, w tym momencie żyjemy, jesteśmy w stanie czuć,
jesteśmy w stanie doznawać, to jest coś tak prostego jak niebo,
które jest niebieskie, jak powietrze którym oddychamy. W zasadzie
nie myślimy "czy ja jestem żywy, czy nie jestem żywy",
wiemy że jesteśmy żywi - z małymi wyjątkami - to jest podstawowe.
Podstawowe jest że oddychamy, to jest podstawowe, i podstawowość
tu polega na tym, że nasze życie może być bez dualizmu, po prostu
bezpośrednie i proste. Spytacie Państwo, co w tym nadzwyczajnego,
no to robimy od - nie wiem jaki jest wiek publiczności - ale może
od piętnastu do, czy ja wiem, stu pięćdziesięciu lat i nic wielkiego
żeśmy nie odkryli.
Nie trzeba przyjść na ten wykład po to (co jest takiego tajemniczego
w tych naukach Szambali?), żeby sie dowiedziec, że żyjemy i oddychamy
i niebo jest niebieskie - każdy o tym wie. Oczywiscie o tym wiemy
ale chodzi o to bymy byli w stanie w każdym momencie naszego życia
być kompletnie i w pełni świadomym tego, a to jest zupełnie inna
sprawa. Na ogół nie interesujemy takimi rzeczami, interesujemy naszymi
problemami, naszymi kwestiam i naszymi poglądami, naszymi opiniami,
krytycyzmem innych, albo siebie - tym się zajmujemy, a nie bezpośrednią
formą czucia bycia. I w jednym zdaniu można powiedzieć - całe nauki
Szambali są po to, żeby to co jest nasze, co jest naszym dziedzictwem,
tą możliwość dobra podstawowego w pełni zrealizować. Można znowu
zadać pytanie - 'no, fajnie, to dlaczego nie? Oddycham, siedzę,
uśmiecham się, niebo niebieskie, no wszystko jest już w porządku.
Dalsza część tego wykładu nie jest taka potrzebna. Wszystko już
to wiemy'. Zadziwiająco - tak i nie. Bo w każdym momencie, w którym
możemy tutaj być, możemy się... to zróbmy maleńki eksperyment, bardzo
mały: ja będę przez chwilkę cicho.
(kilka sekund przerwy)
Dużo rzeczy się działo w tym momencie. Pies zaszczekał, coś tam
zaburczało, wiatr powiał, różne rzeczy - czy my to normalnie dostrzegamy?
Nie. Również żeśmy myśleli: 'kiedy to się skończy, kiedy on zacznie
znowu mówić', różne historie się działy w tak krótkim momencie.
Teraz popatrzmy co się dzieje cały czas w naszym życiu, gdzie my
jesteśmy? Tu - tam? I tu chodzi o to, żebyśmy cały czas byli tu,
nie tam, teraz, nie kiedyś, albo gdzieś, albo w przyszłości, albo
myśląc o przeszłości. To jest tak proste i tak trudne.
Drugą koncepcją albo ideą Szambali, jest pojęcie wojownika. Wydaje
się, że przekręcamy sprawę o 180 stopni: skąd z tej dobroci, czystości,
prostoty, bezpośredniości nagle pojawia się koncepcja wojownika
Szambali? Bo mówimy o ścieżce wojownika. Wojownik w najlepszym przypadku
kojarzy nam się, jak żeśmy czytali "Winnetou" albo coś
takiego, z jakiś takim szlachetnym Indianinem na koniu, co jeździ
pełen honoru, itd. I to chyba najlepsze skojarzenie jakie możemy
mieć. Tutaj mamy drugi paradoks Szambali - wojownik, prawda, kojarzy
się z pojęciem wojny.
Jak jest wojna, to musi być wróg, i ten wojownik wojuje z wrogiem.
A tu jest znowu takie coś takiego, zupełne odwrocenie. Nie ma wroga.
Jest wojownik... bez wroga. Jest wojownik, który jest ponad, poza
wrogiem. Kiedy jest wróg i kiedy jest wojownik, mamy dualizm. To
walczy z tym. Bycie ponad dualizmem - to jest wojownik Szambali.
I to znowu łatwo sobie powiedzieć: 'no co to tu znowu takiego wielkiego?
Wojownik, dualizm i tak dalej, możemy sobie powiedzieć, nie potrzeba
nam dualizmu, powiedzmy, jesteśmy takimi wojownikami'. I to bardzo
wszystko ładnie, i to wszystko prawda, to wszystko jest prawda.
Ale jest w tym jeden taki malutki, malutki haczyk - ale to może
nie jest on taki malutki? Jest takie coś - co chyba wszyscy dobrze
znamy - to się nazywa strach. Strach, strach. To co nam towarzyszy
od momentu kiedysmy wyściubili nos z naszej matki. Może jeszcze
wcześniej, ale... psychologowie jeszcze nie wymyślili dobrych teorii.
Nasze pierwsze, pierwsze odkrycie jest: strach. Jest przerażenie,
wyjście z tej kompletnej, ciepłej ochronności w ten koszmarny ostry
świat! Pierwsze co dziecko może wydać z siebie to płacz. Strach
to jest nasz towarzysz, który nie jest wymyślony, towarzyszy nam
zawsze. Jak spojrzymy na dziecko to widzimy jak ono się powoli uczy,
jak się ono uczy współżyć ze swoim strachem.
Można powiedzieć, że to jest przekleństwo istot czujących i można
powiedzieć, że to jest błogosławieństwo istot czujących. Strach
ostrzega nas przed niebezpieczeństwem. Strach pozwala nam się zmobilizować,
żeby to niebezpieczeństwo pokonać, albo w każdym razie jakoś się
przygotować. Z drugiej strony strach ogranicza, strach czyni nas
małymi, skurczonymi, przerażonymi, siedzimy jak psy pustynne kolo
naszych nor i tylko patrzymy co na nas spadnie, czy sęp spadnie
i nas zje czy nie. Strach jest wielowymiarowy. I co jest cechą wojownika
i co jest ścieżką wojownika - jest nauczenie się, co robić ze strachem.
I ostatnim stadium drogi wojownika jest (piękne polskie słowo, bardzo
ładnie brzmi), jest nieustraszoność. Ostatecznie wojownik Szambali
osiąga nieustraszoność. Czy to znaczy, że nie odczuwa nigdy strachu?
Nie, to nie o to chodzi. Chodzi to, że kiedy strach pojawia się,
jednocześnie pojawia się - w tym samym momencie, nie sekundę później,
nie pół sekundy później - pojawia się nieustraszoność. Jeślibyśmy
chcieli strach gdzieś wsadzić, powiedzieć że nigdy go nie odczuwamy
i wsadzić go do kieszeni, to on wygryzie dziurę. Nie ma mowy, nie
ma mowy. Czy możemy nie myśleć? Nie ma mowy. Zawsze będziemy myśleć.
Czy możemy nie odczuwać strachu? Nie. Ale nieustraszoność polega
na tym, że kiedy strach pojawia się, pojawia się również nieustraszoność.
Bo nieustraszoność nie ma sensu bez strachu, to jest słowo bezsensowne!
I to jest ścieżką wojownika. Ale to jest jeden, bardzo ważny aspekt,
bez ktorego nie ma sensu metafora wojownika, jeżeli nie mówimy o
strachu i nieustraszoności - ale jest jeszcze wiele do powiedzenia
o wojowniku Szambali. Jeżeli mamy jakiś film, szczególnie romantyczny,
oparty na literaturze obraz wojownika, co wojownik robi, szczególnie
średniowieczny rycerz? Kogoś ochrania - to może to być dama jego
serce, albo biedne sierotki, różne takie postacie. Czyli wojownik
jest po to, żeby kogoś bronić. I to jest istota wojownika. Troszeczkę
teraz odejdę bezpośrednio od tematu, niekiedy dobrze jest odejść
od tematu i spojrzeć trochę dalej, to się lepiej widzi. Rzecz polega
na tym, że wojownik Szambali, czy też każdy nas, każda istota żyjąca,
chce być szczęśliwy. Powiedzmy sobie szczerze - czy ktoś z nas chce
być nieszczęśliwy? Nie widzę ochotników, nie widzę ochotników, więc
sądzę - i bym nie uwierzył, gdyby ktoś podniósł rękę. I tu jest
kwestia bardzo pragmatyczna - czy my możemy być szczęśliwi, kiedy
jesteśmy świadkiem, gdy inne istoty są nieszczęśliwe? To się nie
uda, to niemożliwość.
Możemy tylko starać się to zignorować, odepchnąć z naszej świadomości,
nie myśleć o tym, ale to w niej siedzi. Jak się raz zobaczyło ciężarówkę
pełną świń, które jadą do rzeźni, i widzi się te oczy patrzące spośród
otworów ciężarówki, te kwiki przerażenia, to bardzo trudno o tym
zapomnieć. I ktokolwiek to widział - to mogą być krowy czy owce
czy też, kury, - i ktoś przeżył to, to to wraca, i to siedzi w nas,
to siedzi, gdzieś tam siedzi. Wszelkie nieszczęście, wszelkie cierpienie,
którego jesteśmy świadomi, odpychamy je, bo życie by było dość niemożliwe,
gdyby to cierpienie było wprost ciągle przed naszą twarzą, i ciągle
widoczne i ciągle wypełniające naszą świadomość. Więc manipulujemy
tym cierpieniem, odpychamy, mówimy "A, to nie jest tak źle,
no, świnia głupia, tego, my musimy mieć bekon, itd., itd.".
Różne racjonalizacje przychodzą do głowy, psychologizacje, to, owo
ekonomia, rynek... My mamy tyle tych konceptów, że ja na pewno nie
miałbym czasu, żeby tylko powiedzieć nawet jeden procent więc to
zostawmy to w spokoju. Ale prostota jest prostotą - nie można być
zupełnie szczęśliwym i jednocześnie ignorować cierpienie istot wokół
nas - to bardzo proste. Więc nie ma wyjścia i dlatego jest metafora
wojownika Szambali. I dlatego jest najgłębsza nieustraszoność -
nieustraszoność odwagi zdania sobie sprawy, że świat cierpi i ja
nie będę siedział na mojej... wiecie Państwo czym, i nic nie robił.
Tu jest nieustraszoność, to jest nieustraszoność. Bo jak sobie zdajemy
z tego sprawę, to jest przerażające, co my możemy zrobić dla cierpiących
krajow Afryki gdzie 35% populacji ma AIDS, co można zrobić, gdy
różne reżymy zabijają, torturują, mordują, głodzą. A co o tych świniach
na dokładkę, i kurach - nie wiem czy państwo kiedyś widzieli taką
'fąbryke jajek'? Normalnie jemy sobie jajeczka, w ładnych pudełeczkach,
bardzo ładnie wymyte, puk i jest jajecznica, wszystko w porządku.
Sugeruję dla waszej edukacji, będzie rzecz, która wam nie da spać.
Raz, przez przypadek tam się znalazłem, tam, gdzie... trzeba tam
być, trzeba słyszeć ten jazgot, sto maszyn jadących, te zupełnie
oszalałe kury, smród, że to nie można w ogóle oddychać, a kury są
tak oszalałe, jedna dziobie drugą, one są całe pokryte krwią, bo
one siedzą w klatkach, a tu jest to jedzenie przesuwa się na taśmie...
pak, pak, pak, to jedzenie, ale również dziobią jedna drugą, bo
są już zupełnie oszalałe, te kurczaki. A jak już nie robią jajek,
to pff (gest?) - na jedzenie dla psa. I już, załatwiona sprawa.
Ogólnie, te brzydkie strony naszego świata są bardzo elegancko ukryte,
są zapakowane w plastik, w pudełeczku kura ślicznie leży sobie,
taka zawiązana i czeka na nas żeby ją upiec. I nikomu specjalnie
to chyba snu nie przerywa. Ale... niektórym przerywa. Zdać sobie
sprawę, i nie popaść w kompletną depresję, to trudno, a w najlepszym
wypadku zostać wegetarianinem, to też nie jest rozwiązanie - ja
będę wegetarianinem, to ja się będę bardzo dobrze czuł, ach, ja
robię coś. Nie namawiam, żeby nie być wegetarianami, tylko to nie
jest rozwiązanie. Z punktu widzenia kur fakt, że ja jestem wegetarianinem
nie ma większego znaczenia. Przepraszam za taki dosyć cyniczny humor.
Ale te kury, no są kurami. I tu pojawia się wojownik, on nie unika
tego, nie stara się zapomnieć o tym. On też może jeść kurę, nie
to nie o to chodzi, może jeść jajka. Ale chodzi, że sobie zdaje
sprawę, i nie tylko sobie zdaje sprawę - nie idzie do psychologa
żeby mu pomógł, 'bo strasznie się, tak przejęłem', o troszkę żeby
go tak pogłaskać. Znacie takie powiedzenie, czy to polsku jest...
"I am all right, you are all right" - wszystko załatwione.
Nie, nie, nie, nic nie jest załatwione, na tym polega nieustraszoność
wojownika Szambali.
No to mamy wojownika, wojownik jest nieustraszony i dzięki temu
odzyskuje swą podstawową dobroć, będzie w stanie być obrońcami innych,
wszystko to ładnie, ale jak to zrobić? Dużo jest ładnych idei, bardzo
dużo przypuszczalnie, o wielu Państwo słyszeli, każdy słyszał co
najmniej z pół tuzina, ale jak to zrobić? Bez tego zrobienia mówienie
o tej całej Szambali to jest jeszcze jeden, to jest tako, ach...
jak by to powiedzieć po polsku... po angielsku mówi "pie in
the sky", czyli "racuszek w niebie". To znaczy -
świetny racuszek, tylko jest on w niebie. To jest "pie in the
sky". Nie, to nie rymuje się za bardzo po polsku. (głosy z
sali: gwiazdka na niebie). Coś takiego, tak tak, taka gwiazdka,
tak, tak, ale ślicznego, bardzo ładnego, bo "pie", bo
bardzo Amerykanie lubią swoje "pies", są słodkie, "American
pie" itd. Ale to jest zupełnie inna historia. Powiedzmy sobie,
że... żeby to nie było tą tylko gwiazdką na niebie.
I tu Szambala - tak jak widzicie państwo, na cokolwiek się przygotowujemy,
to odpowiedź jest inna. Odpowiedzią Szambali na tą, kto mi pomoże
jak powiedzieć "challenge" (głos z sali: wyzwanie), odpowiedzią
Szambali, dziękuje bardzo, na to wezwanie, tak... (poprawka z sali:
wyzwanie), - trochę rdzy się nagromadziło sie na mojej polszczyznie
- wyzwanie oczywiście, to słowo, ach to śliczne jest: wyzwanie,
na to wyzwanie - jest ścieżka wojownika. Polega ona na odzyskaniu
naszej godności ludzkiej. Jest to ścieżka godności ludzkiej. Godność
się trochę się kojarzy z czymś sztywnym w krochmalu, powiedzmy,
politykom bardzo ładnie wygląda. Mnie oczywiście nie o to chodzi.
Godność ludzka jest niesłychanym darem, darem, którego nikt nikomu
nie dał, ale jest darem, dlatego może jest darem i jest,... polega
na godności bycia człowiekiem. Godność podstawowa. Co ta godność
ma wspólnego z nieustraszonością, co ta godność ma ma wspólnego
z bronieniem innych? Znowu odpowiedź jest tak prosta, że trudno
ją przewidzieć. Jak to możne być inaczej,... czy możemy bez naszej
godności ludzkiej być nieustraszonymi obrońcami ludzkości? To jest
zupełnie niemożliwe.
Nasza godność ludzka jest naszą podstawową kwalifikacją. To jest
tak proste. Teraz może państwo macie trochę smaku, dlaczego Szambala
była tak sekretna, bo to jest tak proste, że jest tak niebezpieczne.
Jak powiemy godność ludzka, to każdy siądzie sztywno, zrobi minę
taką ważną, i wieży że odzyskał godność ludzką. Nic odzyskał, poza
tym, że siedzi sztywno, ale poza tym nic. Godność ludzka jest czymś
znacznie bardziej subtelnym, jest czymś znacznie bardziej podstawowym,
niż żeby mieć sztywną minę. W zasadzie sztywna mina jest przeciwieństwem
godności, jest taką sztuczką, jest nakładaniem gipsu, na swój strach.
Jest pokrywaniem strachu: tak się usztywnić by kogoś nastraszyć.
Główną podstawą godności ludzkiej jest łagodność. To jest podstawa
godności ludzkiej - łagodność. Ale nie wolno ją również źle zrozumieć.
Łagodność nie polega na tym, że ja będę łagodnie siedział i patrzał,
podczas gdy ktoś maltretuje dziecko. Na tym nie polega łągodność.
Łagodność jest czymś bardziej podstawowym, nie w konflikcie że robił
cokolwiek uznam za stosowne. Łagodność jest naszą postawą wobec
świata, jest nieagresją. Na tym polega łagodność. Łagodność niesie
w sobie jeszcze jedną, bardzo ciekawą analogię. Człowiek łagodny,
ponieważ nie jest zaangażowany w wojnę ze swoim światem, dostrzega
wszystko lepiej. Jest w stanie być świadom, co się dzieje.
Może usłyszeć psa, który szczekał, jak był moment ... ciszy. Łagodność
daje nam możliwość widzenia, jasnego widzenia, precyzyjnego widzenia
piękna i brzydoty. Nie ma problemu, widzimy to i tamto, ale widzimy
i to jest wielkie osiągnięcie. To jest istotą łagodności, nieagresja,
nie narzucanie, nie staranie się, żeby zrobić ze świata coś według
naszych koncepcji. My mamy łagodną postawę i łagodność łączy się
z naszą uważnością, z naszym skupieniem. Z naszą świadomością otoczenia,
to jest podstawową cechą wojownika Szambali. Ale to na tym się nie
kończy, dalekośmy jeszcze do końca. Potem... nie potem, to nie chodzi
o liniowość, że najpierw jest łagodność a potem... Ale muszę mówić
w sposób liniowy, bo nie mogę mówić wszystkich rzeczy w tym samym
momencie. Następną, w sensie po prostu opisu cechą godności ludzkiej,
tego co wojownik Szambali... to jest jego celem albo ścieżką, nie
ma różnicy, jest,... znowu będzie tochę paradoksalne,... wieczna
młodość. Szczególnie gdy ja o tym mówię, ładny interes, to ma być
symbol młodości, nie wygląda na to (wykładowca ma dobrze powyżej
sześdzisiątki)... ale tu mówimy o wiecznej młodości - to jest młodość
naszego odczuwania.
To jest pewna forma niezblazowania. Można mieć 15 lat i być bardzo
starym. "Everything is boring, you know". To jest starość.
Wieczna młodość, to młodość która polega na tej ciągłej ciekawości
świata. Świat.... nigdy nie uznajemy, że on jest znany jak stary
pantofel. On nigdy nie jest, możemy tak uznawać, ale to nic nie
pomoże. Jest ta młodość czucia, i ta młodość wiąże się, to jest
bardzo ciekawe, to nie jest młodość narzucona, ale młodość w tym
sensie jest jest jednoznaczna z pewną dyscypliną wewnętrzną, dyscypliną
nie popadnięcia w zblazowanie, w tą taką rutynąm z takie "ach
jestem znudzony i zmęczony tym wszystkim", itd. To jest dyscyplina,
która nas broni przed tym, bo mamy taką tendencję i dyscyplina budzi
nas. Dyscyplina też kojarzy się nam z czymś sztywnym, narzuconym
- przeciwnie, to jest coś na czym się możemy oprzeć, raczej (niż)
coś co nas ogranicza. Coś takiego, raczej prężnego i elastycznego
ale zawsze osiągalnego, (mówię o dalej o dyscyplinie). To nie jest
dyscyplina "Ja nie będę palił dzisiaj" albo "wyczyszczę
sobie buty" i nie zapomnę czegoś. To bardzo ładnie, to też
trzeba, ale to nie o to dokładnie chodzi. Albo "zawsze zmyję
naczynia". To jest - oczywiście, nie namawiam, by nie myć naczyń,
ale to nie jest rozwiązanie - coś co osiągamy jako naturalny sposób
bycia, o tej dyscyplinie mówię.
W porządku, no to już by całkiem było nieźle z naszym wojownikiem,
ale może być jeszcze lepiej. Następną cechą godności ludzkiej jest
jest zupełna niekonwencjonalność. Cudowny zródło do nieporozumień
- "a, ja jestem niekonwencjonalny, to jak będę chodził, na
koncert to boso i brudno z włosami, to będę tak szalenie niekonwencjonalny,
wszyscy siedzą w garniturach, a ja sobie siedzę tam i śmierdzę".
To nie chodzi o tego rodzaju niekonwencjonalność. To jest odrzucenie
pewnych mentalnych szablonów, nie istoty naszego czucia/rozumienia,
tylko szablonów ograniczających, otworzenie naszych horyzontów,
które sobie sami zamykamy i oczywiście potem mówimy, że to wszyscy
inni są winni, że my jesteśmy tacy a nie inni, że to świat nas ukształtował,
mamy już takie nawyki, bo to taka szkoła, tacy rodzice i taka religia
i takie to, i takie tamto itd itd. I ponieważ wszystkich już oskarżyliśmy,
to możemy sobie odetchnąć - my jesteśmy... nic z tym w ogóle nie
mamy wspólnego, my jesteśmy ofiarami tego wszystkiego, no to w związku
z tym, OK, wszystko jest w porządku. Nie, tu właśnie chodzi (o to
że) to jest konwencjonalność, wzięcie odpowiedzialności za siebie
jest niekonwencjonalne. Jest odrzucenie naszych stereotypów myślowych,
albo nie tyle, nie, przepraszam bardzo, to jest złe słowo, to nie
chodzi o odrzucenie, wszystko "erase erase" (zmazujemy
gumką), 'wymaż wymaż', to nie chodzi o odrzucenie, to jest przekroczenie
naszych stereotypów myślowych, nie bycie nimi ograniczonymi, o to
tu chodzi. Nie trzeba odrzucać, ale nie trzeba być nimi i tego wynikają
niesłychane konsekwencje.
Jeżeli powoli stajemy się,... przestajemy być więźniami tych konwencji
myślowych, świat się zaczyna rozszerzać, w pewnym sensie przerażająco
rozszerzać, bo tyle możliwości się nagle pojawia, któreśmy poprzednio
ignorowali, taka różnorodność, widzimy, że sytuacje się pojawiają
i znikają, i... nowa szansa ciągle pojawia się i znika, i zawsze
mamy możliwość uchwycenia tego, jeżeli jesteśmy poza szablonami,
nie ograniczamy się tymi szablonami. Tu zaczyna wyłanić się - to
jest bardzo ważne - potęga, moc wojownika. Gdy te pierwsze dwie
cechy godności były pewnym przygotowaniem, bez nich - zauważcie
Państwo, jak ja byśmy zaczęli od mocy i potegi jak to mogłoby być
niebezpieczne - kiedy nie ma tej łagodności, kiedy nie ma tej dyscypliny,
kiedy nie ma tego sensu odpowiedzialności, ta moc może być bardzo
źle użyta. Chyba państwo coraz lepiej rozumiecie niebezpieczeństwo
tych nauk. One dotykają - powiedziałbym - systemu nerwowego mocy
świata, one dają możliwość przyciągnięcia tych mocy. I to nie jest
tylko metafora - to jest zabawne - już przestałem operować metaforami
- to jest realność. I dlatego jest potrzebny trening, dlatego wielcy
mistrzowie wahali się przez tyle, tyle wieków (by ujawnić nauki
Szambali). Dostaliśmy w nasze ręce coś, co jest potencjalnie bardzo
niebezpieczne, ale kiedy jesteśmy w sytuacji trudnej, powiedział
bym nawet krytycznej - nie ma wyboru. By sprostać pewnym mocom,
które wynikają z wieku mroku, z wieku ciemności... bo są moce, to
są energie. Proszę Państwa, to nie jest jeszcze jedna modna historyjka,
fantazyjne książki, rycerze itd., węże, czarownicy, moce ze "Star
Wars" i takie historie...
To jest realność, to nie jest fantazja. Ale to jeszcze nie jest
koniec. Jaka jest największa moc, coś co jest jeszcze dalej? Jeszcze
dalej jest sens kompletnego, zupełnego, poświęcenia - naturalnego,
nie narzuconej - siebie dla innych. Osiągneliśmy łagodność, wieczną
młodość, niepomierną moc i po co to wszystko? Żeby siebie bardziej
podgloryfikować, żeby nadąć nasze ego troszkę bardziej? To możemy
robić bez Szambali, to robimy bardzo ładnie cały czas. Chodzi o
to, że w tym momencie ten wojownik Szambali widzi zupełnie bez żadnych
osłonek, to co widział na początku - swoją rolę. To już jest oczywiście
metafora, ale jest bardzo ładna - ostateczną formą realizacji ścieżki
Szambali jest osiągnięcie stanu... jakby to dobrze powiedzieć po
polsku... obrońcy Ziemi! Nie ma winnych nie możemy już na nikogo
nic zwalić. To jest ostateczna sytuacja dla każdego z nas. I to
jest stan realizacji, w którym nie ma już ograniczeń - żadnych.
Naszym jedynym sensem bycia (jest pomóc innym). To nie znaczy, że
już nie jemym, nie pijemy - przeciwnie: jemy i umiemy się cieszyć
tym życiem i chcemy, żeby wszyscy inni mogli cieszyć tym życiem.
Na tym polega esencja realizacji bycia obrońcą Ziemi. Ziemi w sensie
życia. Na tym to polega. (cisza) No i tu ścieżka się kończy. Już
nic więcej nie ma. Może to jest ścieżka, która byłaby kółkiem. Ale
już nic więcej nie ma poza tym. To jest to. Jak to się mówi po polsku
- that's it - to jest to? To jest ostatnia forma godności ludzkiej.
No i teraz, co jeszcze mi zostało do powiedzenia - hm, wszystko,
bardzo ładnie. Ścieżką wojownika, to bardzo ładny symbol, ale chcę
jeszcze wprowadzić inny symbol - używa się metafory dla opisu całości
ścieżki Szambala, używa się pojęcia "Wielkiego, wschodzącego
słońca". Zauważcie, to jest słońce, które zawsze wschodzi,
ale już się uniosło ponad horyzont, jest zawsze w pełni swojej młodości,
w pełni swojej energii, nigdy nie zachodzi. To jest ścieżka wschodzącego
słońca. To co mówiłem można podsumować w tej metaforze.
Po tych wszystkich wzniosłościach teraz chcę wrócić na ziemię. Wspomniałem
na samym początku o formie treningu - treningu Szambali. No to jak
już powiedziałem, to się zaczęło w 1976 roku, gdy Trungpa, ujawnił
nauki Szambali. Wprowadził forme, i forma ta jest liniowa, pod nazwą
Szambala Trening. Składa się on z szeregu poziomów, które trzeba
praktykować w sekwencji, bo każdy opiera się na poprzednim, Poziomy
mają formę... czy po polsku się używa słowa "weekend",
czy "koniec tygodnia"? Odbywają się w formie weekendów,
zaczyna się w piątek wieczorem, bo ludzie pracują, tak by po obiedzie
mogli przyjść, i potem trwa przez całą sobotę i większość niedzieli.
Są tam wykłady, medytacje, dyskusje grupowe i indywidualne. Pomiędzy
weekendami praktykuje się. I jest wszystko, jak możecie się domyślić,
szalenie proste, zgodnie z tym duchem nauk Szambali , bo cała jej
moc jest w tej prostocie i naturalności.
Jest szereg, jest bardzo dużo tych poziomów, bo te nauki trzeba
właśnie wprowadzać, w sposób zorganizowany To konieczne by zrozumieć
co się robi i nie nadużywać tych możliwości. Jak się dobrze zrozumie,
jak się tę łagodność w pełni rozwinie, jak się ten sens naszej odpowiedzialności,
i z drugiej strony naszej otwartości, to - nie wspomniałem, jedną
z szalenie istotnych cech, więc teraz dodaję - rowzija się poczucie
humoru. Oczywiście, tam nie ma kursów na poczucie humoru, ale ja
mam nadzieję, że trochę przez swój wykład pokazałem o co tu chodzi.
Nie widzenie wszystkiego w szufladkach, takie trochę bawienie się
z rzeczywistością, szacunek do niej i bawienie się z nią jednocześnie,
co wygląda paradoksalnie. Te wszystkie elementy przychodzą w związku
z tą praktyką i w związku z tymi,... w tym treningami, one są po
prostu wbudowane. Wszystko się rozwija naturalnie, bo cały proces
Szambali to jest odkrycie co my mamy, nie nałożenie to czegoś nowego,
nie dodanie paru nowych trików do naszego repertuaru. Po prostu
odkrycie tego co my już mamy jest najtrudniejszym trikiem.
W Polsce ta historia Szambali jest dosyć niezwykła. Zaczęło się
to przeszło 10 lat temu, koło 12 lat temu dokładnie biorąc, w Krakowie,
gdzie miałem wielką... godność, nie wiem jak to powiedziać, byłem
zaszczycony, że to mogłem robić, mówić, nauczać po polsku tego.
Bardzo się rozwinęło a potem się trochę rozwiało. A teraz jest renesans
i zaczynamy Szambalę w Szczecinie, z drugiego końca. Może na północy
ludzie są bardziej stabilni niż na południu? Jutro zaczynamy poziom
pierwszy, bo to się nazywa. Organizuje Paweł Kamienowski i Tomek
Szczygielski, moi gospodarze. I na tym bym zakończył, ale nie zakończę.
Chciałbym zakończyć na podziękowaniu Państwu za przyjście tu, jestem...
ja wiem że to brzmi tak stereotypowo, ale naprawdę jestem szczęśliwy.
Chciałem również podziękować moim gospodarzom, to znaczy Pawłowi
i Tomkowi, bez nich to oczywiście ja bym tu nie był i wtedy wy byście
też tu nie byli, może byście byli ale w innym charakterze, nie bylibyśmy
razem. I oczywiście głównemu gospodarzowi, którym jest Książnica
Polska,... Pomorska i... nie ma go tutaj, ale przez "proxy"
(ang. w zastępstwie) bym chciał, żebyś (wykładowca zwraca się do
Pawła Kamienowski) złożył formalnie podziękowania dyrektorowi za
umożliwienie i za goszczenie nas. To na tym.. zakańczam... i nie
zakańczam. Istotą Szambali jest interakcja między nauczycielem i
jego słuchaczami, to jest bardzo istotne, jest kluczowe, więc zachęcam
do dyskusji. Jak to się mówi po angielsku, "the ball is in
your court", piłka jest w waszych rękach, teraz ja będę tylko
odpowiadał na pytania.
|
 |